Uwielbiam pierożki Dim sum i zazwyczaj kierowałam się po nie do Parnika na Woli, aż któregoś dnia spacerując po centrum zauważyłam, że wkrótce otwarcie Dimsum Udon Noddle Bar. Zapisane na liście „do sprawdzenia”!

Jedz to, bo to takie dobre!

Do knajpy przybywam przed czasem (ustawiłam się ze znajomym). Zamawiam herbatę mango i czekam grzecznie aż kolega się pojawi. Trochę coś tam próbuję nadrobić z robotą i nie patrzeć na to co się dzieje w kuchni oraz na to co pojawia się na stołach przed innymi klientami.

Mój brzuch wydaje dziwne odgłosy. Dobra wezmę pierożki, bo w sumie to umówiliśmy się żeby sprawdzić zupę. Taka mała przystaweczka jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Zamawiam zestaw pierożków żeby spróbować wszystkich smaków. Można wybrać zestaw zwykły lub wege.  W zestawie jest 8 sztuk kolorowych pierożków.  Zaczynam jeść i nie mogę przestać. Powstrzymuję się od zjedzenia wszystkiego żeby Filip też mógł tego spróbować. O właśnie dotarł. „Jedz to!” mówię z pełną buzią, bo to takie dobre…

Każdy pierożek ma dobrze doprawiony farsz więc nie ma się wrażenia jakby się jadło ciasto nadziewane ciastem.

Latający makaron

Mała przystaweczka jeszcze nikomu nie zaszkodziła? Już wiem, że zupę będę upychać w jakimś ukrytym żołądku.

Ponieważ jesteśmy tu pierwszy raz , pytamy kelnerkę o krótkie wyjaśnienie o co chodzi z zupą.

Odpowiedź – no mają tu państwo makaron, tu wybieramy dodatki i w sumie tyle. Aha… Szkoda, bo myślałam, że dowiem się czegoś więcej.

Cóż… Dobra jedziemy na żywioł. Ja wybieram makaron Lamian a Filip Daoxiao. Jaka jest różnica?

Lamian, kucharz rozciąga w rękach i tak też go formuje. Doskonale to widać, bo kucharz robi to na naszych oczach. Rozciąga, podrzuca znowu rozciąga. Cały show. Nie można odwrócić wzroku.

Daoxiao, jak czytam w menu, to po chińsku cięty nożem. I faktycznie kucharz tnie makron bezpośrednio do gara w takim tempie, że lepiej nie podkładać mu tam palców.

Wszystko to będzie zalane bulionem i z gotowaną wołowinką. Do wyboru jest jeszcze kurczak lub krewetki.

Do michy!

Na pierwszy rzut oka obie zupy niczym się nie różnią, ale jak tylko zaczynamy grzebać w miskach okazuje się, że makarony są rzeczywiście totalnie różne.

W misce pływa aromatyczna, rozpływająca się w ustach gotowana wołowina. Do tego jajko, grzybki, pak choi i inna zielenina.

Ponieważ z Filipem jesteśmy fanem zupy Pho to baliśmy się, że ten smak nie przypadnie nam do gustu. Byliśmy w błędzie. Zupa jest aromatyczna, trochę kwaskowata i chociaż po pierwszej łyżce (uwielbiam te drewniane łychy!) nie byłam jakoś szczególnie zachwycona, to dalej było już tylko lepiej i lepiej. Czuć, że makaron jest świeży i dopiero co ugotowany. Kucharze naprawdę wkładają w jego robienie dużo pracy i serca.

Do Udon Noodle Bar wybiorę się na pewno jeszcze nie raz. Dobra lokalizacja w samym centrum Warszawy. Fajne menu i wszystko świeżutkie. Ja osobiście byłam zachwycona.

Wszystko robione na naszych oczach, widać nawet jak gotują się pierożki w koszykach. Jeszcze jakby można było wpaść na warsztaty z robienia makaronu to już byłby totalnie strzał w dziesiątkę. Chociaż może wtedy straciło by to swoją magię.

Polecam pełną gębą.