W tym roku z gorącymi dniami jest nie najgorzej, oczywiście zdarzają się też oberwania chmury i nibyhuragany, ale i tak procent lata w lecie jest zadowalający. Każdy dzień staramy się więc wykorzystać na maksa, przesiadując w naszych ulubionych letnich miejscach, popijając kawę, zimną lemoniadę czy piwo, pracując lub po prostu wylegując się w leżaku słuchając muzyki.

Lato ma to do siebie, że zawsze za szybko się kończy. A w raz z nim kończą żywot również knajpiane ogródki, nadwiślane imprezownie czy sezonowe siedziby na świeżym powietrzu. Wrzucamy wam więc zestawienie naszych 10 ulubionych miejsc w Warszawie, gdzie lubimy wypoczywać latem. Wbijajcie tam czym prędzej, zanim zima zaskoczy drogowców.

 

Pokój na lato

Jedna z najczęściej odwiedzanych przez nas miejscówek, bo… mamy najbliżej. Na Woli w zasadzie nie ma drugiego takiego fajnego miejsca na świeżym powietrzu. Zresztą Pokój na lato jest doskonałą bazą wypadową do Nocnego Marketu, jest tu naprawdę ładnie i przytulnie, mają ciekawy wybór piw kraftowych, których nie spotkaliśmy nigdzie indziej, a dodatkowo organizują bardzo fajne koncerty. Można tu trafić i na sławy (my byliśmy np. na Fiszu) i poczilować słuchając jazzu czy bossa novy w ramach piątkowego cyklu Polcyny. My najchętniej wpadamy posiedzieć w wiszących siedziskach typu jajo i porozkoszować się odrobiną spokoju (mimo położenia przy ruchliwej ulicy jest tu naprawdę spoko!).

 

 

Grunt i Woda

W Gruncie więcej bywaliśmy w zeszłym roku, bo okupowaliśmy ich zadaszoną powierzchnię prawie codziennie organizując sobie ‚out of home office’ czy ucząc się parzyć kawę podczas warsztatów, a kilkukrotnie prowadziliśmy tam też wystąpienia podróżnicze o Mongolii, Norwegii czy Spitsbergenie. W tym roku za to przyciągnęła nas do nich świeżo otwarta restauracja na dachu, którą opisywaliśmy w zeszłym tygodniu. No i wieczory nad Wisłą też niejednokrotnie kończyliśmy właśnie u nich. A z pewnością takich wieczorów jeszcze przed nami w tym roku mnóstwo.

Dlaczego Grunt i Woda? Bo rozwijają się w dobrym kierunku i widać, że im zależy. Organizują koncerty, imprezy, inwestują w to jak lokal wygląda (a nie oszukujmy się, pośród tych nadwiślańskich wygląda zdecydowanie najlepiej). Jest tu i co wypić i co zjeść, bo oprócz nieco bardziej fancy restauracji na dachu mają też zwykłą budkę z foccacią czy frytkami. Jesteśmy też fanami ich zielonej ściany ze świecącym napisem Wisła. Generalnie jest tu bardzo przyjemnie!

 

Pardon, to tu

Pardon w oryginalnej lokalizacji nie istnieje już od dwóch lat (chyba, tak strzelam). Szkoda, bo było to miejsce wyjątkowe na mapie stolicy. Na szczęście latem otwierają się na Madalińskiego przy Nowym Teatrze. Jest tu fajna przestrzeń żeby sobie posiedzieć z zimnym aperolem, jest świeża foccacia, jest cisza i spokój, są super ludzie, ale co najważniejsze są też charakterystyczne dla Pardon, to tu koncerty muzyków z całego świata. Ja na przykład wybieram się w sierpniu na Mark Ernestus’ Ndagga Rhythm Force – to z kim się widzę na wspólne baunsowanie pod sceną?

 

Zoo Market

Fajną miejscówkę o niepowtarzalnym charakterze znaleźliśmy tez na Pradze. Na przeciwko Zoo, w niepozornej bramie mieści się czynny tylko w weekendy Zoo Market. Ich celem jest wskrzeszenie tradycji praskich bazarów, ale ze współczesnym twistem. Raz w miesiącu kupicie tu wiec książki, biżuterię, ciuchy i wszelkie gadżety o jakich tylko jesteście w stanie pomyśleć, ale w pozostałe weekendy Zoo Market też żyje i ma się nieźle. W soboty wpadajcie tu na projekcje filmowe w ramach kina plenerowego, a w niedziele wylegiwać się na leżakach, sącząc kawę mrożoną (chyba, że macie kaca, no to piwo, wiadomo!) i słuchając techno.

 

MOSIR Poranki i Wieczory

Na ten lokalik tuż przy plaży po praskiej stronie natknęliśmy się zupełnie przypadkiem idąc na przystanek tramwaju wodnego. Nie pamiętam czy było tu coś w zeszłym roku, ale tym razem skutecznie skusili nas wystrojem i świeżymi kwiatami. Lokal znajduje się w tej geometrycznej konstrukcji, która sławę zyskała jako „kibel za 5 milionów„. No więc warto wiedzieć, że jest tu jeszcze coś oprócz kibla. Najlepszym elementem Poranków i Wieczorów jest to, że zarówno od strony Wisły jak i od strony Stadionu Narodowego lokal jest całkowicie przeszklony, a w dodatku się otwiera. To sprawia, że nawet siedząc „od strony cywilizacji” mamy cały czas widok na korony drzew i czujemy się trochę jak w domku na drzewie. Póki co jeszcze nic tu nie jadłam, ale z pewnością polecić mogę lodowatą lemoniadę ze świeżymi truskawkami.

 

Nocny Market

Pisać o sezonowych miejscówkach w Warszawie i nie wspomnieć o Nocnym Markecie to gastrogrzech. Opinie o tym streetfoodowym zagłębiu są różne – jedni uwielbiają za jedzonko i klimat, inni nienawidzą za kolejki i wysokie ceny. My zaliczamy się do tej pierwszej grupy i na Nocnym bywamy w prawie każdy weekend. Nasz sekret jest jednak taki, że zwyczajnie chodzimy tam wcześniej, zanim zlecą się tłumy wygłodniałych warszawiaków. Wtedy an spokojnie mamy okazję spróbować wszystkich nowości ze stanowisk, których wcześniej nie było. Więcej o Nocnym Markecie pisaliśmy w podsumowaniu pierwszego roku jego działalności.

 

Bez Słowa

Bez Słowa to nasze odkrycie tego roku. A w zasadzie nie nasze, tylko Macieja i Kasi, którzy pisali dla nas gościnne posty (np. o festiwalu Up To Date czy o pracowni artystycznej na Piastowskiej w Katowicach), a którzy wciąż są na tropie nowych miejscówek, które nam podrzucają. Na Bez Słowa trafili szukając w swej dzielni miejsca, gdzie można pić drinka gapiąc się na zieleninę. No i to jest dokładnie takie miejsce. Ukryte tuż przy Dolince Służewieckiej, ciche i zielone. Można tu poleżeć w hamaku między drzewami lub porozmyślać o sensie istnienia patrząc na malownicze, porośnięte wszystkim czym się da, bagno. Aż ciężko uwierzyć, że to w ogóle Warszawa!

 

Służewski Dom Kultury

To kolejna miejscówka, do której zabrali mnie Maciej i Kasia, czyli służewscy lokalsi. W domu kultury organizowane są przeróżne eventy, są tu wystawy, mała kawiarenka, mini boulder na tyłach budynku, zwierzęta i wspólny ogródek. Ale warto wspomnieć, że budynek jest świetny sam w sobie. Na drewnianych schodach bardzo przyjemnie się przesiaduje ze znajomymi, a w parku przy budynku można zorganizować sobie piknik, pograć w nibybadmintona (nie wiem jak się nazywało to, w co graliśmy z ziomeczkami), a nawet wyprawić urodziny (akurat się odbywały koło nas, a drzewa super wyglądały obwieszone chorągiewkami i balonami).

 

 

Osiedle Jazdów

O tej zielonej perełce ukrytej w samym centrum miasta wspominałam już w poście o czasowych wystawach, eventach i szeroko pojętych kulturalnych rozrywkach, którym można się oddawać latem w Warszawie. Jazdów jest bowiem kulturalnym epicentrum. Ale malownicze osiedle drewnianych domków fińskich poprzeplatanych drzewami, to też doskonałe miejsce, żeby się po prostu zrelaksować. tu nie trzeba nic robić. Można wpaść się przejść, wziąć udział w jakimś warsztacie, pomóc przy społecznych ogródkach albo po prostu posiedzieć. Zdecydowanie polecam, bo nie wiem jakim cudem dalej nie wszyscy mają świadomość istnienia tego magicznego miejsca!

 

Miejsce

Na koniec kolejna miejscówka nadwodna, bo wiadomo, ze latem człowieka ciągnie do wody jak nigdy indziej, ta jednak znajduje się poza utartym imprezowym szlakiem. Polecam wam przejść się kawałek dalej, poza nadwiślańskie bulwary i zapuścić się do Portu Czerniakowskiego. Tu znajdziecie niewielki wakepark (choć szczerze mówiąc, nie odważyłabym się tu wejść do wody) i kilka lokali na barkach. Jednym z nich, istniejącym zresztą najdłużej, jest Miejsce. Zorganizowali się wybornie, bo mają tu cichutko, w przeszklonej barce jest też ciepło, więc można tu przesiadywać i gapić się na wodę nawet w chłodniejsze dni. A kiedy jest ciepło to polecam rozwalić się na leżaku w ogródku przed lokalem. Mają tu też bardzo smaczne jedzenie i niezłe drinki. Kiedy jeszcze mieszkałam na Powiślu potrafiłam tu spędzać całe dnie przyglądając się śmiałkom na wejku.