Zanim pojawią się głosy, że nieprawda, bo lepsze jest tu, tu, tu i tu, a tak naprawdę to Pho w UKIM jest nieautentyczne, bo dostosowane do polskich smaków, chciałabym tylko zaznaczyć, że moim zdaniem UKIM serwuje najlepsze Pho w mieście. Spośród tych, których już próbowałam. Dlaczego? Bo zwyczajnie mi smakuje.

O tym, że najważniejsza jest autentyczność, o egzotycznym obcym, turystyce kulinarnej i ekspertach głoszących co jest takie jak należy, a co nie jest pisałam już trochę przy okazji recenzji La Sireny oraz Koreanki. Poza tym w kółko piszę o tym w pracy, więc pozwolę sobie już olać ten temat 😉 Nie wiem czy Pho w UKIM jest „poprawne”, „autentyczne”, „tradycyjne” czy „wietnamskie”. Nie wiem, bo się nie znam. Wiem jednak, że ich zupa jest świetna, aromatyczna i że wciąż wracam po więcej.

 

 

Weź dodatki!

O UKIM dowiedziałam się z bloga Pyza Made in Poland, która o kuchni wietnamskiej wie sporo, a w temacie azjatyckich knajp w Warszawie zawsze jest na bieżąco. To u niej zawsze sprawdzam co warto zamówić. Jako fanka zup wiedziałam, że na pewno postawię na Pho. Pyza polecała by koniecznie zamówić zupę z dodatkami, które są typowe dla kuchni wietnamskiej. Podczas mojej pierwszej wizyty w lokalu niestety dodatki się skończyły, ale zupa była tak dobra, że wróciłam jeszcze raz. Tym razem dostępne było wszystko. W ramach dodatków dostaniecie mega dobre paluszki drożdżowe quay, które mogłabym żreć same, zamiast chipsów, oraz zestaw zieleniny z moją ulubiona kolendrą na czele.

 

Zeżarłabym wszystko!

Przy pierwszej wizycie zamówiłyśmy też z Doris sajgonki. Są bardzo smaczne, ale nie jest to „gwóźdź programu”. Za taką cenę lepiej zrezygnować i zjeść więcej zupy 😉 A zupa jest wybooorna! Ja za każdym razem zamawiam wersję z wołowiną duszoną w winie. W menu oznaczona jest serduszkiem, więc zgaduję, że to specjalność zakładu. Moje gastro-towarzyszki wybrały natomiast Pho z wołowiną gotowaną oraz smażoną. Każda z tych zup smakuje zupełnie inaczej. I to szanuję! Następnym razem wrócimy spróbować dań głównych. Doris nastawia się na kaczkę.

 

 

Fajna miejscówka

UKIM mieści się na Chłodnej, tuż obok kamienicy, w której parę lat temu mieszkałam. Fajnie było wrócić w „swoje miejsce” i zobaczyć jak się zmienia. Za moich czasów była tam tylko węgierska knajpa, która dalej utrzymuje się przy życiu. Teraz kawiarnię pogania kawiarnia, a restaurację restauracja. Tak trzeba żyć. Sam UKIM urządzony jest prosto, ale bardzo ładnie. Ekstra jest mural na ścianie. Ale największą „atrakcją lokalu” jest obsługa. Dawno nie spotkałam się z tak myślącymi, uprzejmymi i profesjonalnymi kelnerami. Ostatnio po pożerając swoją porcję zupy w ogródku przed restauracją, postanowiłam wziąć jeszcze jedną na wynos dla wiecznie zapracowanej Marii. Pan kelner dopytał czy daleko będę z nią szła i czy będzie od razu konsumowana. Wytłumaczył, że makaron nasiąka i zupa przestaje smakować jak należy, więc trzeba go odpowiednio zapakować. Dopilnował, żeby zupę przygotowano w ostatniej chwili przed moim wyjściem, żeby dostarczona do Marii smakowała jak najlepiej. I faktycznie pałaszując aromatyczny bulion i dopychając się chrupkami była zachwycona 😉

 

Jeśli jeszcze nie byliście  w UKIM to idźcie koniecznie. A jeśli byliście to dajcie znać co zjedliście. Szukam inspiracji co zamówić następnym razem.